Z czym kojarzy się marka "Made in Poland"? 

- Jeżeli polski produkt ma się z czymś kojarzyć, to z zachodnioeuropejską jakością w rozsądnych cenach. Materiały kupujemy w tych samych hutach. Spawaczy mamy tak samo dobrych - w końcu rozjechali się po całym świecie, kiedy otworzyły się rynki i świetnie dają sobie radę za granicą. Jesteśmy w stanie dostarczyć jakość i terminowość, a porównując koszty pracy u nas i na Zachodzie - jesteśmy tańsi. 

Słyszymy od naszych partnerów zagranicznych, że wolą produkować w Polsce niż w Chinach. Wynika to z tego, że po pierwsze koszty pracy w Chinach poszły mocno w górę, jesteśmy więc konkurencyjni. Po drugie przewiezienie dostawy z Polski do Niemiec zajmuje jeden dzień, a nie jeden miesiąc jak w przypadku logistyki z Azji. Warto też wspomnieć o różnicy czasu: żeby porozmawiać z producentem o trzynastej, Niemiec dzwoni do Polski o trzynastej, a nie o szóstej rano. Na korzyść Polski przeważają aspekty kulturowe.

Jakie znaczenie ma dla klientów logo "Made in Poland" na produkcie? 

- Niestety nie ma znaczenia. Z reguły życzeniem naszych klientów jest to, żeby nie było śladu po miejscu powstania produktu. To nawet nie jest zła wola klientów ani zła opinia o Polsce. Często to kwestia patriotyzmu gospodarczego. 

Zdarzało mi się spotkać z opinią, że gdyby firma szwedzka przyznała, że kupuje coś w Polsce, to miałaby dużo problemów. Musiałaby się tłumaczyć, dlaczego nie kupuje na miejscu. Takiej sytuacji doświadczyliśmy, rozmawiając na rynku szwedzkim, z tego też powodu nie doszło do kontraktu z firmą duńską. 

Na Zachodzie istnieje jakiś rodzaj protekcjonizmu lokalnego rynku i lokalnych pracowników. Z tego powodu my nie chwalimy  się tym, że nasze produkty są Made in Poland. Podejrzewam, że wielu naszych klientów byłoby mocno zdziwionych, znając miejsce pochodzenia produktu.

Czy w Polsce też działa taki protekcjonizm? 

- W Polsce jesteśmy zachwyceni Zachodem. Utarło się, że "niemiecka jakość" jest synonimem "dobrej jakości". Jeszcze dużo w nas kompleksów wobec Europy Zachodniej. 

Co musi się stać, żeby ten pogląd się zmienił? 

- Wydaje mi się, że szanse są, ale trudno mi wskazać konkretny czynnik, który poprawiłby wizerunek marki Made in Poland. Sądzę, że to kwestia czasu. 

O fińskich firmach mówi się, że można je podzielić na trzy grupy: jedne już przeniosły produkcję do Europy Środkowo-Wschodniej, drugie są w trakcie jej przenoszenia, a trzecie dopiero ją przeniosą. 

I tak dzieje się w każdym kraju. Kiedy znikną bariery psychologiczne w krajach zachodnich, klienci i konsumenci przyzwyczają się, że dostają dobre towary z Europy Środkowo-Wschodniej, to wtedy marka Made in Poland może zadziałać. Ale do tego czasu jeszcze trochę wody w Wiśle musi upłynąć. 

To i tak optymistyczna wizja. 

- Jeśli wielkie zagraniczne koncerny chcą zapewnić sobie jakość i powtarzalność, to - chcąc, nie chcąc - muszą też przenieść ze sobą technologię. To jest dla nas korzystne. 

Myślę, że nie sprawdzi się scenariusz, w którym pozostaniemy montownią Europy. Jest presja płacowa, zarobki rosną i będą dalej rosły. Za jakiś czas - choć nie wiem, za jaki - dogonimy pod względem płac Europę Zachodnią, a wtedy te firmy przeniosą się dalej. Kiedy koszty produkcji w Polsce wzrosną, to firmy przeniosą produkcję do Rumunii, a później może do Afryki. 

Co sprawia, że wasza firma może pochwalić się dobrą jakością?

- Ostatnio poczyniliśmy dwie duże inwestycje. 

Efekty jednej z nich już widzimy, choć trudno je zmierzyć w złotówkach. Chodzi o wdrożenie systemu ERP Impuls EVO, który znacznie zwiększył łatwość uzyskiwania informacji na temat wszystkiego, co dzieje się w firmie. Wszystko mamy teraz w jednym miejscu, łącznie z informacjami na temat tego, co dzieje się z magazynem, produkcją i księgowością. 

Drugie wdrożenie zakończyło się w zeszłym roku: to system do nadzorowania procesu spawania. Są nim objęte wszystkie spawarki w firmie podłączone do serwera poprzez Wi-Fi. To pierwsze wdrożenie tego systemu w Polsce. Umożliwia nam bieżące śledzenie parametrów na każdym stanowisku. Jeżeli coś jest nie tak, jeśli parametry są przekroczone, to natychmiast u inżyniera-spawalnika pojawia się o tym informacja. Ten sprawdza nawet, czy konkretny spawacz ma uprawnienia do spawania danej konstrukcji. Jeśli nie, system nie pozwoli mu zacząć pracy. Możemy powiedzieć, że w pełni kontrolujemy proces, co ma znaczenie dla naszych klientów. 

Ostatnio udało nam się uzyskać dwa dofinansowania unijne, dzięki czemu na pewno pójdziemy w umaszynowienie. Już teraz mamy dwa roboty spawalnicze i zastanawiamy się nad kupnem następnego.

Linki - BaseGroup

Więcej o Liderze

Link

O biznesie rodzinnym głosem sukcesorów

Partnerzy medialni
Od 30 lat wspieramy
Base group related leaders

Poznaj pozostałych liderów

Feerum

Polwax

Sonel